Powinnam się uczyć, co teorytycznie robię. ale baz kawy i nikotyny nie potrafię, cóż.
od kiedy wstałam (13.00) dokucza mi zły humor , zaraz coś rozwalę.
z nudów czytam cycaty , które robią mi poniekąd wodę z mózgu . to wszystko jest zdecydowanie, ponad moje siły. wiem, że moja niezależność i pewność siebie, nikną. bezsilność bierze górę. a ja mam cholerną i nieodpartą potrzebę się przytulić.
"Nigdy nie warto tęsknić za kimś, co do kogo nie mamy pewności, że śpi tej nocy samotnie."
- Nadal jesteś smutna, prawda?
- Nie tylko zmęczona...
- Czym?
- Walką o coś pięknego,
- Nie zdobyłaś tego?
- Nie, kiedy już wyciągam rękę to się oddala, unosi wysoko, wysoko i pęka... jak bańka mydlana, dotkniesz jej i pufff znika.
Wiesz? Mówię Ci tylko, że mam na Ciebie wyjebane, nie chcę Cię widzieć, nie musisz dzwonić i przyjeżdżać, ale tak naprawdę, to zżera mnie od środka i chcę Cię przytulić i powiedzieć, że Cię kocham.
Nie zdajesz sobie sprawy jak bezczelnie mnie ranisz patrząc na inna tymi swoimi niebieskimi oczami .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz